PYZDRY. Dlaczego gmina tak zdziera?


Okazuje się, że Pyzdry nie są wyjątkiem. Dotyczy to trzynastu gmin mających umowy ze schroniskiem w Gnieźnie. Dla gmin to chyba wygodna opcja. Dla mieszkańców niekoniecznie.

Napisała do nas mieszkanka gminy Pyzdry, o sprawie już nieco przeterminowanej, ale wciąż ją nurtującej. Zacytujmy maila:
Panie redaktorze
Proszę o zainteresowanie się tematem: jakie są koszty, jeśli pracownicy gminy umieszczą psa w przytulisku w Pyzdrach.
Zginął mi pies. Pracownicy gminy go odłowili. Na drugi dzień chciałam go odebrać. Od pracownika gminy Wojciecha Tomaszewskiego usłyszałam, że owszem, mogę go odebrać, ale po uiszczeniu opłaty w wysokości 1800 zł.
Kwota ta mieszkance wydała się zdecydowanie zawyżona. Nam, na pierwszy rzut oka, też. Ale stawki potwierdza Wojciech Tomaszewski.

Tak, tyle ściągamy z ludzi, bo tyle płacimy w schronisku – tłumaczy. I jak dodaje, to nie wyczerpuje kosztów: – Mamy w gminie przytulisko, w którym pies może przebywać przez tydzień, góra półtora tygodnia. Jeśli właściciel zgłosi się w tym czasie, to płaci tylko za odłowienie psa. Stawki za to odłowienie są różne, bo inne są koszty na miejscu, w samych Pyzdrach, a inne dojazdu do np. Lisewa.

Jak dodaje pracownik pyzderskiego magistratu, takie warunki stawia schronisko w Gnieźnie, na które są skazani.

Cztery lata temu rozmawialiśmy ze schroniskiem w Katarzynowie, należącym do gmin powiatu słupeckiego – opisuje Wojciech Tomaszewski. – Odmówili nam. Schronisko we Wrześni – też nam odmówili, bo nie mają miejsca.

Czyli mieszkaniec gminy Pyzdry, któremu „zawieruszył” się pies – zapłaci za jego odbiór około dwa tysiące zł (odłowienie plus schronisko). Okazuje się, że Pyzdry nie są wyjątkiem.

– U nas to kosztuje trzysta czterdzieści zł za odłowienie psa, bo tym zajmuje się wyspecjalizowana firma – tłumaczy Piotr Janowicz z urzędu gminy w Witkowie. – Taki odłowiony pies jest przewożony do schroniska w Gnieźnie, gdzie za pobyt płacimy tysiąc osiemset osiemdziesiąt zł. Niestety, jesteśmy skazani na schronisko w Gnieźnie, bo pisaliśmy do różnych schronisk – do Katarzynowa, do Wrześni, nawet do Zielonej Góry – wszędzie dostawaliśmy odmowę.

Gminy majce umowy z innymi schroniskami rozliczają się właśnie wg stawki dziennej. Zadzwoniliśmy do dwóch takich samorządów.

U nas to wygląda tak – zaczyna Ewa Karnafel z urzędu w Golinie – psa odławia straż gminna, która najpierw próbuje znaleźć właściciela. Jeśli to się nie uda, pies trafia do schroniska w Koninie, więc koszty są, ale na pewno nie tysiąc osiemset zł.

Golińska urzędniczka bierze do ręki dokumenty i wylicza:

– Właściciel psa musi pokryć takie koszty: odrobaczenie psa, to jest zależne od wagi, ale około dwudziestu zł, odpchlenie – trzydzieści pięć zł, sterylizacja od stu pięćdziesięciu do dwustu zł, szczepienia – sześćdziesiąt, czipowanie – sześćdziesiąt. Do tego dziesięć zł za dzień pobytu psa w schronisku.

Czyli pobyt dwutygodniowy (tyle wynosi kwarantanna) kosztuje około pięćset zł.

My mamy umowę ze schroniskiem w Skałowie – informuje Monika Adamska z urzędu w Nekli. – Co roku odprowadzamy składkę. U nas po odłowieniu, pies trafia najpierw do gminnego przytuliska. Tu przebywa przez dwa tygodnie – jeśli właściciel odbierze go w tym czasie, nie ponosi żadnych opłat. Natomiast doba pobytu psa w Skałowie, to trzynaście zł. 

Podsumowując: umowy z Gnieznem dla samych gmin są korzystne – raz płaci się te 1880 zł i gminy nie obchodzi, jak długo pies będzie tam przebywał. Taki rzeczywiście bezdomny pies może w schronisku spędzić rok, gdyby samorząd płacił stawkę dzienną, to koszty znacznie by wzrosły: za rok pobytu w Koninie wyszłoby 3650 zł, w Skałowie – 4745 zł.

Natomiast niespecjalnie korzystne jest to dla właścicieli psów. Zdarzy się, że pies ucieknie i wtedy właściciel jest ostro bity po kieszeni – psa nie ma dwa tygodnie, a do zapłaty około dwa tysiące zł (Pyzdry) czy nawet – precyzyjnie – 2220 zł (Witkowo).

No to mieszkańcy kombinują. Jak się dowiedzieliśmy, zamiast płacić za pobyt swojego psa w schronisku, udają, że to nie ich pies i „adoptują” go na zwyczajnych schroniskowych zasadach.

Jest możliwe, że takie sytuacje mają miejsce – przyznaje Krzysztof Półrolniczak, kierownik gnieźnieńskiego schroniska. – Przecież my nie wiemy, kto jest właścicielem psa. Jest u nas czternastodniowa kwarantanna, a potem psa można adoptować...

Jak nas właśnie poinformował czytelnik, gminy nie powinny takich opłat przerzucać na właścicieli psów. Tu artykuł Katarzyny Pokrzywy.

Komentarze

  1. W Pyzdrach jest Pani weterynarz, bardzo profesjonalna, która na pewno byłaby w stanie dobrze się zająć takimi zwierzakami ale nie za takie astronomiczne pieniądze

    OdpowiedzUsuń
  2. Pracuję w schronisku w innej części Polski, koszt odłowienia psa u nas kosztuje 100-200 zł zależy na jakim terenie został złapany pies plus doba za psa w schronisku to niecałe 15 zł

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego powinno się dla własnego dobra i czipować psa i zarejestrować w bazie danych - odpowiedzniej. Schronisko po złapaniu powinno niezwłacznie sprawdzić czyj pies i poinformować właściciela.
    Inną sprawą jest właśnie to czy instytucje wyłapujące i schrony to robią. W Polsce wszystko możliwe, żeby tylko zarobić pieniądze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz