OSTRÓW. Była radna oskarżona o przywłaszczenie – ruszył proces Magdaleny C.


Magdalena C. (dawniej W.) oskarżona jest o przywłaszczenie ponad dziewięciu tysięcy zł na szkodę klubu sportowego TS Ostrovia i ponad trzech tysięcy zł na szkodę jednej z zawodniczek.

Proces rozpoczął się od dwóch wniosków Magdaleny C. Pierwszy – o wyłączenie jawności postępowania (czyli po polsku: o wyproszenie nas z sali rozpraw). Jak uzasadniła oskarżona, media ją niszczą od czterech lat (raczej od dwóch i pół roku, bo sprawa zaczęła się w 2016), przez co...

Bardzo ucierpiała moja córka – żaliła się Magdalena C. – nie mówiąc już o moim zdrowiu i stanie psychicznym.

Głównym winowajcą, zdaniem byłej radnej, jest niżej podpisany, który „prześladuje” ją od 2016 roku (wcześniej na łamach Kuriera Ostrowskiego). W związku z czym Magdalena C. wytoczyła proces cywilny tak spółce wydającej Kuriera, jak i mnie (o czym niżej).

Tego wniosku nie poparli prawnicy TS Ostrovii i zawodniczki (którzy wystąpili też o status oskarżycieli posiłkowych). Jak podkreślali, Magdalena C. w momencie popełniania domniemanego przestępstwa była osobą publiczną, a oskarżenie zawsze wiąże się z pewnymi niedogodnościami.

Nie znajduję więc podstaw do wyłączenia jawności – podsumował mecenas Michał Gajda, reprezentujący TS Ostrovię.

Drugi wniosek Magdaleny C. dotyczył przyznania jej adwokata z urzędu. Jak oznajmiła, dotychczasowy pełnomocnik przekazał, że już nie jest adwokatem – został radcą prawnym – i nie może jej w tej sprawie reprezentować. Inni adwokaci, do których się zwracała, odmawiali, bo sprawa jest zawiła i medialna. Do tego była radna pracuje na okresie próbnym za minimalną pensję.

Adwokat z urzędu mi się należy – uważa Magdalena C.

Ten wniosek również spotkał się za sprzeciwem drugiej strony. Prawnicy reprezentujący TS Ostrovię i zawodniczkę, uznali, że wniosek oskarżonej to gra na czas – na przedłużanie procesu. Bo akt oskarżenia wpłynął do sądu już dość dawno temu, więc Magdalena C. miała czas, żeby znaleźć adwokata lub ewentualnie złożyć odpowiednio wcześniej wniosek o pełnomocnika z urzędu.

Te okoliczności wskazują, że oskarżona chce utrudniać postępowanie – podkreślił Michał Gajda.

Po krótkiej przerwie, sąd odrzucił wniosek Magdaleny C. o wyłączenie jawności – jak wyjaśniał sędzia, praktykuje się to przy przestępstwach przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, a nie przeciwko mieniu. Co do adwokata z urzędu, sąd podzielił argumentację adwokatów – że oskarżona miała dość czasu na załatwienie tej sprawy. W związku z tym wniosek zostanie rozpatrzony w późniejszym terminie, ale sąd nie wstrzymał poradzenia rozprawy. Choć wiele już do prowadzenia nie było...

Sąd odczytał akt oskarżenia – Magdalena C. jest oskarżona o przywłaszczenie 9 265,65 zł na szkodę TS Ostrovii i 3200 zł na szkodę jednej z zawodniczek. Czyli łącznie około dwunastu i pół tysiąca zł. Po odczytaniu aktu przyszedł czas na wyjaśnienia oskarżonej.

Nie przyznaję się do winy – oznajmiła Magdalena C. – Odmawiam dziś składania zeznań. Najprawdopodobniej złożę je w późniejszym terminie, kiedy będę już miała adwokata.

I na tym rozprawa się skończyła.

Teraz trochę historii.

Magdalena C. (wtedy jeszcze W.) w 2014 roku została wybrana na radną miejską Ostrowa z komitetu prezydent Beaty Klimek („Przyjazny Ostrów”). Tak się reklamowała przed wyborami:


W radzie miasta pracowała m.in. w Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. Jednocześnie zasiadała w zarządzie TS Ostrovii. W maju 2016 roku zrezygnowała z zasiadania w owym zarządzie – jak wiemy od prezes klubu Alicji Płóciennik, było to nie do końca dobrowolne odejście, bo już pewne fakty zaczęły wychodzić na jaw (przestępstwa na szkodę Ostrovii, o które Magdalena C. jest oskarżona, miały miejsce od listopada 2015 do kwietnia 2016).

Niedługo po odejściu z Ostrovii Magdalena C. pojawiła się w zarządzie nowego, konkurencyjnego klubu KS One Team Ostrów. Jak podawał jeden ze sportowych portali: Powstał on na bazie drużyny juniorek Ostrovii, która odłączyła się od macierzystego klubu.

A klub macierzysty prowadził w tym momencie działania – pozbierano dokumenty, które przekazano mecenasowi Gajdzie, a ten złożył zawiadomienie do prokuratury. Zawiadomienie dotyczyło kilkunastu tysięcy zł, choć – jak w 2016 roku mówiła Alicja Płóciennik: – Temat jest większy. Zdaniem prezes, z klubu mogło wyparować nawet pięćdziesiąt tysięcy zł.

Ale do prokuratury zgłoszono tylko to, co było łatwe do wyjaśnienia. – Bo przedłużenie śledztwa tu nic nie zmieni, bardziej liczy się fakt, niż kwota – tłumaczyła szefowa Ostrovii. – A tych pieniędzy i tak nie będzie z czego ściągnąć.

Ostatecznie pieniądze wróciły do klubowej kasy, ale nie od Magdaleny C. – Wyłożyłam je z własnej kieszeni – informowała Alicja Płóciennik.

Te informacje niżej podpisany przekazał w artykule z 8 listopada 2016 roku. Kilka dni później Magdalena C. wystosowała oświadczenie, w którym czytamy m.in.:
Stałam się w ostatnim tygodniu ofiarą nagonki medialnej, która godzi w moje dobre imię i narusza spokój mojej rodziny. Jestem przekonana, że jest to z góry zaplanowana akcja z politycznym tłem, w której media posłużyły jedynie jako narzędzie. Jestem również przekonana, że postępowanie, które obecnie się toczy doprowadzi do wyjaśnienia wszelkich wątpliwości. Ze spokojem oczekuję na jego wynik.
O to procesuje się z nami
Magdalena C.


Ówczesna radna poskarżyła się też, że artykuł był jednostronny – rzeczywiście jej stanowiska nie było, acz z nader prostego powodu: Magdalena C. nie rozmawia z nami. Za to pozwała do sądu autora artykułu – Pawła Miłosza i spółkę wydającą Kurier Ostrowski, bo poczuła się obrażona (domaga się od nas 25 tysięcy zł „tytułem zadośćuczynienia” z odsetkami od 8 grudnia 2016 i kosztownych przeprosin w szeregu mediów – proces wciąż się toczy przed kaliskim sądem okręgowym). 

A obrażona poczuła się przede wszystkim tym, że wystąpiła z czarnym paskiem na oczach i pod inicjałem (jako Magdalena W.). Ale takie działanie nakazuje dziennikarzowi prawo prasowe – jedynie sam zainteresowany może zadecydować, że chce występować pod nazwiskiem i z pełnym wizerunkiem. A skoro Magdalena C. nie rozmawia z mediami, to jej stanowisko jest dla nas tajemnicą.

Wczoraj, na sądowym korytarzu, po raz kolejny próbowaliśmy się dowiedzieć czy chce inicjał i pasek, czy nie.

Nie będę z panem rozmawiać – odparła Magdalena C.

Jako radna Magdalena C. vel W. była raczej bierna – rzadko zabierała głos, a jak już zabrała...

Wielka szkoda, że jeden z nielicznych przejawów aktywności pani W. w radzie sprowadza się do, moim zdaniem, kompromitacji – oceniał jej wystąpienie podczas majowej sesji w 2017 roku radny Jakub Paduch.

Toczyła się też sprawa wygaszenia mandatu radnej Magdaleny C. (W.) – chodziło o łączenie funkcji radnej miejskiej z zasiadaniem w zarządzie klubu, który prowadził działalność gospodarczą z wykorzystaniem mienia komunalnego (co jest prawnie zabronione).

W końcu, w maju 2018 roku zrezygnowała z zasiadania w radzie miasta.
Paweł Miłosz

Komentarze

  1. PAWEŁ MIŁOSZ PROSZĘ O KONTAKT - pawelstaszak@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym One Team też mógłbys się zainteresowac

    OdpowiedzUsuń
  3. Robicie tu lincz na tej kobiecie. Słyszałam ze sa inne sprawy, duzo innych spraw. Wiec moze to jakies problemy psychiczne ? Autorze czy sad skierowal ja na jakies badanie lub obserwacje ?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz