NOWE SKALMIERZYCE. Zmarł stujednoletni perkusista i kombatant


Dziś zmarł Edmund Marczak – człowiek, którego znał chyba każdy nie tylko w Nowych Skalmierzycach, ale i w całym powiecie ostrowskim.

To bardzo smutna informacja – mówi Paweł Rajski, starosta ostrowski. –  Odszedł od nas człowiek, który większość swego życia spędził grając w orkiestrach, a zaczynał jako młody chłopak w orkiestrze pułkowej. Był równolatkiem niepodległej Rzeczypospolitej i ostatni raz spotkaliśmy się w jego mieszkaniu przed świętem Odzyskania Niepodległości 11 listopada. Mimo problemów zdrowotnych podziwiałem jego sprawność umysłu, świetną pamięć i znajomość wielu faktów.

Edmund Marczak urodził się w Duisburgu (Niemcy) 26 stycznia 1918 roku. Miał trzy lata, kiedy rodzina przeprowadziła się do Nowych Skalmierzyc. Od dziecka był zainteresowany muzyką, uczył go późniejszy  kapelmistrz orkiestry kolejowej.

W pierwszym mundurze
Gdy Edmund Marczak miał czternaście lat, zobaczył w Ostrowie orkiestrę wojskową. Szedł za nią aż do koszar, gdzie oświadczył, że chce grać i nie odejdzie. Po przesłuchaniu uznano, że „nadaje się”.

Przyjęli mnie, ale przez pierwszy rok grałem po cywilnemu, bo nie było etatu – wspominał. – Czekałem cierpliwie aż ktoś z muzyków pójdzie do poboru i w kwietniu następnego roku dostałem wreszcie wymarzony mundur. Był na mnie za duży, ale krawiec przerobił go na tyle, że wyglądałem w nim przyzwoicie.

W 1934 roku przełożeni wysłali go na naukę do Konserwatorium Muzycznego w Katowicach. Dzięki jego relacji wiemy, że na cztery orkiestry przypadało 2 kg chleba i 100 g „obłożenia’’. Drugie śniadanie składało się z pół litra mleka i bułki, a kubek cukru musiał wystarczyć na cały tydzień. Od 1937 roku Edmund Marczak grał w orkiestrze Batalionu Stołecznego.

W 1939 r. przydzielony został do Dowództwa Obrony Warszawy jako goniec frontowy – to fragment artykułu uczniów nowoskalmierzyckiej podstawówki umieszczonego w Cyfrowej Dziecięcej Encyklopedii Wielkopolan. – Po kapitulacji Warszawy trafił do niewoli niemieckiej w koszarach w Skierniewicach. Warunki tam były fatalne, m.in. spali pod wózkami artyleryjskimi. W koszarach systematycznie zwalniano jeńców w 40-osobowych grupach. Edmund czekał kilka dni na opuszczenie koszar, ale w końcu i jemu udało się: popołudniem podjechały samochody ciężarowe i zabrały grupę, w której był Edmund. Około godz. 17 samochody zatrzymały się 3 kilometry od Skierniewic, jeńcom wydano polecenie udania się w rodzinne strony. Każdy zwolniony otrzymał dokument potwierdzający, że jest niemieckim jeńcem.

Droga powrotna do domu była trudna. Od 18 rozpoczynała się godzina policyjna, dodatkowo każdy bał się przechować byłego jeńca. Ze Skierniewic do Łodzi 60 km odległość pokonał wraz z kolegą ze Zdun w dwa dni. Na stacji w Łodzi spostrzegli pociąg z wojskiem niemieckim, który miał jechać do Wrocławia. Pełni obaw wsiedli do niego. Pociąg, po długiej jeździe, zatrzymał się na wjeździe do Kalisza. Edmund wraz z kolegą wyskoczyli z wagonu. Nie zważając na to, że było już po 18, zaryzykowali powrót do domu torami kolejowymi pod osłoną nocy.

W czerwcu 1940 roku został wywieziony na roboty do Niemiec, gdzie przebywał do końca II wojny światowej. Po powrocie, od 1946 roku pracował w Fabryce Wagonów w Ostrowie. W 1978 roku przeszedł na emeryturę.

W 2015 roku starosta Paweł Rajski wręczył Edmundowi Marczakowi medal „Obrońcy Ojczyzny 1939-1945”

Cały czas też związany był z muzyką. Nie sposób tu wymienić wszystkie zespoły, w których grał, ale najdłużej związany był z orkiestrą w Nowych Skalmierzycach.

Edmund Marczak to postać, którą zna każdy mieszkaniec gminy Nowe Skalmierzyce – podkreślali uczniowie nowoskalmierzyckiej podstawówki. – Pokorny, wspomagający ale wymagający. Nikt nie potrafi z taką pasją opowiadać o muzyce czy koncertach.

Komentarze