Leszno. Pozywa szpital, bo odmówił leczenia marihuaną


Paulina Janowicz domaga się siedemdziesięciu pięciu tysięcy zł zadośćuczynienia od Centrum Zdrowia Dziecka i lekarza, który miał odmówić jej córce terapii z użyciem leczniczej marihuany. Zasądzone pieniądze chce przeznaczyć na cele społeczne.

Córka Pauliny Janowicz – Ola urodziła się w czerwcu 2012 roku, jako wcześniak (w 37 tygodniu ciąży). Przez pierwsze półtora miesiąca dziecko rozwijało się prawidłowo. Potem pojawiły się komplikacje; napady padaczkowe. Jak to opisuje portal medyczny Medonet:
Wówczas rozpoczął się proces konsultacji z kolejnymi specjalistami i podawania coraz silniejszych leków. Paulina Janowicz, mama Oli, wylicza, że w czasie pierwszych 2,5 lat życia córki, dziecko było u kilkunastu różnych lekarzy i przyjęło ponad 20 leków. Wiele z zaleconych środków farmakologicznych silnie obciążało organizm. Pojawiły się wśród nich sterydy i psychotropy, a wraz z nimi skutki uboczne – brak apetytu, problemy z trawieniem, rozdrażnienie, bezsenność. Leki nie przynosiły rezultatu, a napady zagrażały życiu dziewczynki.
Nadzieja pojawiła się, gdy w 2014 roku Ola trafiła do dr. Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka. Stopniowo zaczęto odstawiać wszystkie przepisane wcześniej leki, a zamiast tego podano legalny w Polsce olej CBD, czyli olej z konopi. Stan dziewczynki zaczął się natychmiast poprawiać. Dziecko przesypiało noce, a ilość zagrażających życiu napadów spadła z pięciu dziennie do kilku w miesiącu.

W 2015 roku jednak dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka uznała, że metody dra Bachańskiego są nielegalne. Lekarzowi najpierw nakazano, żeby wstrzymał leczenie marihuaną i wystąpił do Komisji Bioetycznej o opinię i zgodę. Lekarz odmówił. Ostatecznie w październiku 2015 toku został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Jak podawało wówczas Centrum Zdrowia Dziecka:
Leczenie prowadzone przez dr. Bachańskiego nigdy nie zostało – wbrew przepisom i wielokrotnym prośbom dyrekcji IPCZD – zgłoszone i nie otrzymało zgody Komisji Bioetycznej, a więc było nielegalne. Było prowadzone bez planu dawkowania leków i badań kontrolnych, bez rzetelnej oceny skuteczności i bezpieczeństwa leczenia w dokumentacji medycznej pacjentów.
Bez marihuany nie tylko zdrowie, ale i życie Oli było poważnie zagrożone. Jak wspominała jej mama w rozmowie z Gazetą Wyborczą: 
Ola miała wiele rodzajów napadów. Były takie, które nie zagrażały jej życiu, i takie, które mogły ją zabić. Tych zagrażających życiu przed wdrożeniem medycznej marihuany było nawet do pięciu dziennie. Atak wygląda przerażająco. Dziecko się dusi, sinieje, ma zaciśniętą krtań, drgawki całego ciała, ślinotok, krzyczy, płacze. To koszmarny, rozdzierający serce widok...
Mama Oli starała się zdobyć leczniczą marihuanę legalną drogą – najpierw lekarze nie chcieli wypisać zapotrzebowania na import celowy. Dopiero w grudniu udało się zdobyć ten dokument. Potem potrzebne było zezwolenie z Ministerstwa Zdrowia – to zostało wystawione w lutym. Kolejna przeszkoda – czas potrzebny na ściągnięcie leku do apteki.

Okazało się, że minimalny czas oczekiwania na lek to dwa-trzy miesiące – opisywała Paulina Janowicz. – Susz z medycznej marihuany miał być dostarczony do apteki najwcześniej z końcem maja.

Szóstego maja 2016 roku Ola zmarła.

Teraz jej mama domaga się siedemdziesięciu pięciu tysięcy zł zadośćuczynienia od Centrum Zdrowia Dziecka. Pieniądze z ewentualnej wygranej chce przeznaczyć na cele społeczne, m.in. na finansową pomoc w zakupie medycznej marihuany. Paulina Janowicz prowadzi także spotkania poświęcone tej problematyce – najbliższe w Jarocinie:


Komentarze