Kolejorz przedstawił audyt – wkurzą kibiców?


Zarząd poznańskiego Lecha pochwalił się wynikami audytu za lata 2015-2018. Potwierdził tylko to, co kibice mówią od dawna – na polskie warunki Kolejorz jest bogatym (i coraz bogatszym) klubem. Tylko sukcesów nie ma...

Więc takie przechwałki:


mogą co najwyżej doprowadzić kiboli do białej gorączki. Przyznawał to zresztą podczas konferencji prasowej Tomasz Kacprzycki, dyrektor finansowy Lecha:
W kwestiach sportowych te ostatnie sezony były różne, jesteśmy po trzech latach, które nie zaspokoiły naszych ambicji. Tymczasem od strony finansowej najprawdopodobniej były to najlepsze lata w historii tego klubu. Tym audytem stajemy też w kontrze do niektórych wydarzeń w polskiej piłce, które zachwiały jej stabilnością. Pojawiły się zagrożenia dla istnienia niektórych zasłużonych podmiotów. My pokazujemy, że jesteśmy na drugim biegunie ekstraklasy.
W to, że „wronieccy” dobrze zarządzają finansami – kibice nie wątpią. Ale zarzucają zarządowi, w szczególności Piotrowi Rutkowskiemu, minimalizm, brak ambicji i brak umiejętności oceny tak piłkarzy, jak i trenerów ściąganych do Kolejorza. No i tu Tomasz Kacprzycki pozwolił sobie na dowcip (bo chyba to był dowcip, a nie odklejenie od rzeczywistości) – tak opisał transfery z lata 2017 roku:
W letnim okresie wydaliśmy też sporo na transfery przychodzące, wzmocniliśmy zespół, przyszło dziewięciu nowych piłkarzy, którzy pobierali wysokie wynagrodzenia.
Naprawdę było to „wzmocnienie” zespołu? Przecież tylko dwóch spośród owej dziewiątki pokazało, że potrafi grać w piłkę – Christian Gytkjaer i Emir Dilaver. Jednak okazało się, że Dilaver nie pasuje do Lecha (po tym, jak nawtykał Piotrowi Rutkowskiemu). Więc z dziewięciu przychodzących, tylko jeden okazał się naprawdę wzmocnieniem (11,11 procent).


I tu klub ma problem, bo jak czytamy w samym audycie, żeby Lech osiągał pozytywne wyniki finansowe potrzebne są wpływy z dwóch źródeł: transferów wychodzących i gry w pucharach europejskich. A z tym drugim w ostatnim okresie było słabo i nic nie wskazuje, żeby było lepiej. Na dziś Lech to w polskich warunkach finansowy krezus, z bardzo przeciętną drużyną. Złość kibiców powoli przeradza się w zniechęcenie, ale na zarządzie to wrażenia pewnie nie robi, bo pełny stadion chyba potrzebny nie jest, zacytujmy znowu Tomasza Kacprzyckiego:
Inne przychody prześcigają te środki pozyskane ze sprzedaży biletów. Dzień meczowy „waży” coraz mniej i dotyczy to klubów nie tylko w Polsce. Oglądanie piłki przenosi się do telewizji, internetu, gdzie coraz więcej pojawia się reklamodawców.


Przychody i koszty:


Komentarze

  1. Jak ja bym chciał, aby ta wroniecka zaraza wróciła do Wronek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto za nich ? Myślisz, że biznes pcha się drzwiami i oknami do sponsorowania piłki ?

      Usuń
    2. Nie porównuj przynoszącego zysk Kolejorza z Wisłą Kraków. Na pewno znaleźliby się chętni na Kolejorza.

      Usuń
  2. Wójcik o którymś trenerze kiedyś powiedział "to jest dobry trener, ale z jedną wadą – nie ma wyników". To samo można powiedzieć o Lechu "to jest dobry klub, ale z jedną wadą – nie ma wyników".

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie wkurzyli. Nie zamierzam pojawiać się na stadionie jak dlugo będzie ten zarząd.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz