Kalisz – Blizanów. „Help Animals ukradło nam psa”


Dla nas to przetrzymywanie, porwanie i kradzież – podkreśla Małgorzata, właścicielka zwierzęcia. Dlaczego Kaliskie Stowarzyszenie Pomocy Dla Zwierząt Help Animals nie chce właścicielom oddać psa, a nawet nie chce poinformować, gdzie on przebywa? Ich doniesienie o rzekomym znęcaniu się na zwierzęciem policja już umorzyła – uznała, że do przestępstwa nie doszło!

Ów pies, to właściwie suczka – szczeniak (kiedy sprawa się zaczęła, miała niespełna trzy miesiące); wabi się Stówka. To pies rasy (czy może w typie) beagle.

Siedemnastego stycznia, późnym wieczorem, właściciele – mieszkańcy gminy Blizanów – wypuścili ją na dwór, żeby się załatwiła. Niestety, Stówka znalazła dziurę w ogrodzeniu i wyszła poza teren. Jak relacjonuje Małgorzata:

Małgorzata prosi o wszelkie informacje
o miejscu pobytu Stówki
– Nie było jej co prawda około dwudziestu minut, ale zwykle szybko załatwiała swoje potrzeby i szczekała pod drzwiami, żeby wpuścić ją z powrotem do domu. Z narzeczonym przeszukaliśmy wszystkie pomieszczenia gospodarcze i teren posesji. Nie mogliśmy jej znaleźć, więc wyszliśmy na ulicę. Szukaliśmy wzdłuż dróg i nawoływaliśmy przy każdej posesji. Z powodu późnej godziny nie chcieliśmy dzwonić i budzić sąsiadów. Do domu z poszukiwań wróciliśmy około drugiej nad ranem.

– Następnego dnia kontynuowaliśmy poszukiwania. Moja mama dzwoniła po dalszych sąsiadach, a ja odwiedzałam tych bliższych. Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że w nocy sąsiad odwoził swoją dziewczynę i to ona zabrała Stówkę. Jedna z sąsiadek mówiła im, że prawdopodobnie jest to nasz piesek i żeby zapytali. Niestety, tego nie zrobili, tylko odjechali.

Stówka jest, ale jej nie ma

Po południu Małgorzata dowiedziała się od dziewczyny sąsiada, że Stówka wylądowała u weterynarza, podobno z podejrzeniem parwowirozy. Ktoś powiadomił Help Animals, a członkowie tegoż stowarzyszenia, w szczególności Anna M., „zaopiekowali” się zwierzęciem. Właścicielka zadzwoniła do Help Animals.

Pani M. ze Stowarzyszenia – relacjonuje Małgorzata – podczas rozmowy telefonicznej skrytykowała nas, że nie znamy się w ogóle na tej rasie psów, że dopuściliśmy do tak wielkiego zaniedbania jakim jest ucieczka psa, że nie została ona zaszczepiona i że stanowiło to zagrożenie dla życia i zdrowia suczki. Nie chciała udzielić nam żadnej informacji: gdzie pies przebywa, u jakiego weterynarza jest leczony. Odmówiła pokazania nam go nawet w celu identyfikacji czy to nasz piesek. Osobiście nie miałam żadnego dowodu czy piesek jest rzeczywiście chory.

Właścicielka Stówki przyznaje, że pies był nieszczepiony. Suczka i jej rodzeństwo urodziły się z przypadkowego krycia, „hodowca” nie chciał sobie robić kosztów, szczeniaki rozdał za darmo.

A my nie zaszczepiliśmy, bo suczka była u nas krótko i chcieliśmy, żeby się zaaklimatyzowała – mówi Małgorzata. – Nasz błąd, przyznaję.

Zaczęła szukać Stówki na własną rękę. W kaliskim schronisku jej nie znalazła, ale od pracownika usłyszała, że to nie pierwszy przypadek takiego działania Help Animals (do nas również docierają informacje o innych takich zdarzeniach, postaramy się je sprawdzić).

Help Animals z kolei zażyczyło sobie oględzin posesji. Na pierwszy zapowiedziany termin nikt ze Stowarzyszenia nie dotarł, więc właścicielka psa zgłosiła sprawę policji. Policja nie chciała „od ręki” przyjąć zawiadomienia, namawiała do porozumienia z Help Animals.

Wieczorem oddzwonił prezes Stowarzyszenia Help Animals – opisuje dalej Małgorzata. – Było słychać, że obok niego jest pani M. i podpowiada co ma mówić. Wyznaczył termin wizyty na czwartek. Oczywiście się zgodziliśmy, bo nie mamy sobie nic do zarzucenia w kwestii warunków i mieliśmy nadzieję, że na tym sprawa się skończy, w końcu w jakimś celu takie wizyty się przeprowadza. Prezes jednak jasno określił, że nie widzi szans, żeby piesek do nas wrócił. Poprosiliśmy, żeby na wizytę przyjechał pracownik obiektywny, nie pani M., co bardzo zdenerwowało prezesa, wykrzyczał, że to on podejmuje decyzję, a nie my.

W końcu przyjechała Anna M. Dziura w płocie jej nie interesowała, warunki bytowe drugiego psa również nie. Interesowało ją legowisko Stówki, bo nie znalazła sierści. Sierść była na kanapie – Stówka tam woli nocować, ale w to już Anna M. nie uwierzyła. Po wizycie Help Animals opublikowało post na swojej stronie na facebooku – post, który Małgorzata nazywa stekiem kłamstw. Przede wszystkim, jak twierdzi, u niej psy mieszkają w domu, a nie w stodole.

Jak widać, Stówka mieszka (mieszkała) w ekskluzywnej stodole...

Policja nie widzi przestępstwa

Do pracy została zaprzęgnięta machina urzędnicza. Po pierwsze: Help Animals złożył do urzędu gminy w Blizanowie wniosek o odebranie suczki Małgorzacie. Z jakim skutkiem?

Decyzja zapadnie w tym tygodniu – mówi Tomasz Sobczyk z Referatu Rolnictwa i Ochrony Środowiska. – Mamy jeszcze do przesłuchania jednego świadka z Help Animals, który sam się zgłosił.

Z tego co nam wiadomo, owym świadkiem miała być Anna M. – miała stawić się w urzędzie gminy dziś. Ale się nie stawiła. Czy gminni urzędnicy widzieli psa, wiedzą chociaż gdzie przebywa?

Niestety, nie wiemy – przyznaje Tomasz Sobczyk. – Nie udostępniono nam tych informacji. A skoro Help Animals nie chce tego powiedzieć, nie mamy środków, żeby to wymusić.

Po drugie: Help Animals złożyło także doniesienie do policji w Blizanowie – że niby Małgorzata znęca się nad psem. I to postępowanie właściwie już się zakończyło.

Zebrany w sprawie materiał dowodowy – poinformowała nas Anna Jaworska-Wojnicz, rzecznik prasowy kaliskiej policji – nie potwierdził, że doszło do popełnienia przestępstwa. W związku z powyższym 25 lutego zostało wydane postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. Postanowienie zostało przesłane do Prokuratury Rejonowej w Kaliszu, celem zatwierdzenia.

I w tym momencie Help-Animalsom chyba zrobiło się ciepło. Bo z kolei Małgorzata, jak nam przekazała, złożyła do prokuratury doniesienie o przywłaszczeniu psa przez Stowarzyszenie.

Jeszcze zanim policja wydała decyzję o odmowie wszczęcia postępowania, Help Animals próbowało Małgorzacie narzucić coś, co nazwało „ugodą”. W owej ugodzie znalazły się takie zapisy, jak obowiązek wpuszczania członków Help Animals na niezapowiedziane kontrole, usunięcie z facebooka i strony internetowej informacji o sprawie, wypuszczanie Stówki z domu wyłącznie pod nadzorem człowieka (posesja jest ogrodzona, a nieszczęsna dziura została naprawiona). Do tego oczywiście zwrot kosztów leczenia psa – jakie to koszty, niestety nie wiemy. Pierwotnie Małgorzata dowiedziała się, że może to być nawet 1400-1500 zł.

To zdecydowanie neguje Help Animals na swojej stronie. I straszy: – Podana przez właścicieli suma jest wyssana z palca. W tej sprawie jest już zawiadomienie w prokuraturze.

Taką dostałam pierwszą informację – tłumaczy Małgorzata. – Sprawdziłam: u samego weterynarza jest to sześćset czterdzieści zł na ten moment. Czy są jakieś dodatkowe koszty, nie wiem.

Kochamy tę suczkę i zrobimy wszystko, żeby ją odzyskać – deklaruje właścicielka Stówki. – Czujemy się winni tego, że uciekła,  jednak tysiące psów ginie, ucieka, co wcale nie oznacza, że właściciele o nie nie dbają. Wręcz przeciwnie. W internecie jest mnóstwo ogłoszeń ludzi, którzy poszukują swoje psy, wyznaczając czasem ogromne nagrody za znalezienie. To że pies został znaleziony, nie oznacza, że nie ma kochających właścicieli, dachu nad głową, bieżącej wody, dostępu do światła dziennego, ochrony przed słońcem, zimnem i opadami atmosferycznymi oraz jedzenia.


UWAGA
W artykule nie ma stanowiska Help Animals – próbowaliśmy je uzyskać od piątku. Dopiero dziś anonimowy przedstawiciel Stowarzyszenia (jak powiedział: „Ja tu tylko dyżuruję”) skontaktował się z nami. Nie chciał nam podać telefonu do Anny M., więc poprosiliśmy o przekazanie jej naszego numeru. Podczas kolejnej rozmowy usłyszeliśmy, że Anna M. jest na urlopie i telefonicznie rozmawiać nie będzie – mamy wysłać pytania mailem. Pytania wysłaliśmy, z adnotacją, że po czterodniowym oczekiwaniu prosimy o odpowiedź w ciągu trzech godzin. Odpowiedź na nadeszła, nie dostaliśmy też informacji ile czasu Help Animals potrzebuje na jej udzielenie. Nie będziemy czekać na święty nigdy. Jeśli Stowarzyszenie nadeśle swoje stanowisko, oczywiście je opublikujemy.
Paweł Miłosz

Niewątpliwie ta sprawa nie służy Help Animals – tego typu komentarze zalały ich stronę

Komentarze

  1. Ten pies powinien być od dawna w swoim domu. Sam fakt, że nadal nie wrócił wskazuje dość jasno, że komuś tu się role pomieszały. Żadne Help Animals nie jest policją ani prokuraturą, więc zwyczajnie nie mają prawa podejmować decyzji za organy ścigania. Od dnia pierwszego to śmieszne Stowarzyszenie nie ma ani grama (całkowite zero, null, nada) praw do psa. Całość, w mojej opinii, wypełnia znamiona bezprawnego przywłaszczenia. Pytanie brzmi, jak długo jeszcze będziemy tolerować takie akcje, zanim ktoś ważniejszy niż byle-internauci się tym zainteresują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doszły nas słuchy, że to nie pierwsze takie zachowanie Help Animals, ale ludzie nie chcą "kopać się z koniem". Szkoda, bo takie sprawy trzeba nagłaśniać, jeśli nawet nie sądownie, to zawsze można uderzyć po kieszeni - po 1%.

      Usuń
    2. Proszę zapytać dlaczego ludzie milczą, bo to jest najbardziej ciekawe kto założył taką organizację, czym się trudnił, jaki miał stopień i jak wykorzystuje dawne znajomości.

      Usuń
  2. Ponieważ takie coś miało miejsce - uprzedzamy, że wszelkie kopiowanie artykułu w całości na inne strony lub fanpage (naruszenie praw autorskich) będziemy bezwzględnie tępić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam. Napisałem swój, chyba troszkę głębszy... https://www.facebook.com/czarnalistapro/posts/1581955775282217

      Usuń
    2. Ale to nie o Ciebie chodziło :D

      Usuń
  3. Pozwolilam sobie wstawic linka do tego artykulu, na goole w ocenie tej pseudo organizacji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz