GNIEZNO. Niebezpieczna dziura – dwa tygodnie bez reakcji


Straż Miejska poinformowana dwa tygodnie temu a zarządca drogi tydzień temu i nikt nie zareagował – skarży się Marcin Sklepowy. Dziś dziura została zasypana, ale... – Ja tam widziałem jakiegoś zwierzaka, pewnie zasypali go w tej dziurze – opisuje Marcin.

Dziura – dość głęboka, a przez to niebezpieczna, pojawiająca się przy ul. Witkowskiej 32 – historię ma długą, bo co najmniej roczną. Po raz pierwszy Marcin Sklepowy interweniował w tej sprawie właśnie w 2018 roku.

Przyjechali – relacjonuje gnieźnianin – położyli tylko takiego kleksa z zewnątrz, a w środku było pusto. To dziura musiała się znowu zrobić.

Skoro musiała, to się zrobiła. Już trzynastego marca bieżącego roku Marcin Sklepowy informował o tym pracownicę urzędu miejskiego.

– Miałem jakieś swoje sprawy w wydziale inwestycji i przy okazji poinformowałem o tej dziurze – opisuje Marcin. – Urzędniczka przy mnie zadzwoniła do dróg wojewódzkich, bo to ich ulica. A oni po prostu przyjęli do wiadomości i nic nie zrobili. Poinformowałem również straż miejską i też nic nie zrobili.


Wczoraj zadzwoniliśmy do Rejonu Dróg Wojewódzkich w Gnieźnie. Jak twierdzi jego pracownica Sylwia Rakowska, ulica jest ich, ale dziura nie.

Ta dziura jest wynikiem ingerencji kanalizacji – mówi Sylwia Rakowska. – Zgłosiliśmy to telefonicznie do gnieźnieńskich wodociągów, nie podjęli żadnych działań, więc teraz wysyłamy im pismo. Tym bardziej że dziura się podmywa i pogłębia.

Drążymy dalej – Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Gnieźnie. Jak się dowiadujemy, właśnie podjęli działania – czego namacalnym dowodem były ustawione pachołki.


Proszę zadzwonić jutro, to dowie się pan coś więcej – mówi pracownica sekretariatu.

Jutro (czyli dziś) sprawa prawie już jest załatwiona.

Zapadlisko jest zasypane – słyszymy znowu od sekretarki. – W najbliższych dniach będzie położony asfalt.

Marcin Sklepowy, w związku z dziurą, zgłosił jeszcze dwie sprawy.

Jak robiłem zdjęcia, to zauważyłem podmytą ziemię spod chodnika i szczura albo jakieś inne zwierzę w środku – informuje. – Ostatnio widziałem ogłoszenie o poszukiwaniu pieska, może tam wpadł? W każdym razie, już jest po zwierzaku, bo zasypali...

Jak podaje Krzysztof Zeidler z PWiK, naprawę wykonywała firma zewnętrzna.

To są normalni ludzie – przekonuje Krzysztof Zeidler – więc mogę gwarantować, że żadne zwierzę nie zostało zasypane. Chłopcy byli korkować studnię od środka i nic takiego nie było. Pan Marcin mógł widzieć szczura, bo one świetnie się żywią na kanalizacji, ale nawet gdyby szczur był, to by sobie rurami poszedł.

Marcin uważa też, że za rok problem znowu się pojawi.

To nie wystarczy zasypać, to trzeba rozkopać – mówi gnieźnianin. – Bo widocznie kanalizacja jest przerwana i podmywa. I jeszcze będzie tak, że zapadnie się z ludźmi. Najpierw powinni sprawdzić dlaczego podmywa, a dopiero potem zasypywać.

– To nie tak – oponuje Krzysztof Zeidler. – Tam jest nowa i stara kanalizacja.

Stara jest odłączona, ale nie zaślepiono jej, bo przydaje się na deszczówkę. I właśnie przy tej starej robiła się dziura.

Teraz zaślepiliśmy od środka napływy, więc takie sytuacje nie powinny się powtarzać – obiecuje pracownik PWiK.

Komentarze