Przegląd prasy: Gazeta Radio Września (8 II 2019)


Najważniejszą informacją jest bez wątpienia ta, że dostaliśmy ostatni numer tygodnika o dziwnej nazwie (niby radio, ale gazeta...). Po raz który to już Wiadomości Wrzesińskie tracą konkurencję i zostają monopolistą na wrzesińskim rynku prasowym...

Cóż, kolejne wybory za pięć lat, to komu dziś potrzebna gazeta... Ale redaktor naczelny Tomasz Goclik twierdzi, że to nie jest jego ostatnie słowo:
Chcielibyśmy raz jeszcze zakomunikować wszystkim, że gazeta wraz z dzisiejszym numerem zostaje zawieszona, zamierzamy powracać do niej co jakiś czas.
To kolejna gazeta lokalna w Wielkopolsce, która znika z rynku tuż po wyborach. Niedawno nowy właściciel zamknął Gazetę Ostrowską – wychodzącą od 1896 roku!

Z pozostałych informacji Gazety Radio Września pewnie ważniejsze jest to co się nie znalazło, od tego co się znalazło na łamach. Nie znalazła się oczywiście informacja o problemach prawnych Tomasza Kałużnego, burmistrza Wrześni.

Za to mamy artykuł o wilkach, które zaatakowały – chociaż nie zaatakowały. Wilczy atak polega na tym, że w lasach pod Pyzdrami owe drapieżniki się pojawiły.


Z ważniejszych rzeczy – dwie informacje z prokuratury. Pierwsza o wysłaniu aktu oskarżenia w sprawie głośnego wypadku na ulicy Pilskiej. Piątego kwietnia br. kierowca audi A4 uderzył w przebiegającego przez drogę ośmioletniego Nikodema. Chłopca przewieziono do szpitala w Poznaniu, gdzie niestety zmarł. Kierowca audi znacznie przekroczył prędkość – pruł w terenie zabudowanym 87 km na godzinę. Przyznał się do popełnienia przestępstwa. Grozi mu do ośmiu lat odsiadki.

Druga sprawa – z lipca br. Sześcioletni Alan chciał pogłaskać cudzego psa i został pogryziony – miał założonych 21 szwów. Jak doszło do zdarzenia, wersje rodziców chłopca i właściciela psa są dość rozbieżne.

 Według rodziców, pies był prowadzony na zbyt długiej smyczy. Alan chciał podejść i spytać właściciela czy może pogłaskać zwierzaka, ale nie zdążył dojść...

Właściciel z kolei twierdzi, że Alan nagle podbiegł wymachując rękoma, czym sprowokował zwierzę. Teraz prokuratura umorzyła postępowanie, dochodząc do wniosku, że nagranie z monitoringu potwierdza wersję właściciela psa. Rodzice Alana nie zgadzają się z tą decyzją – ojciec twierdzi, że nie był przesłuchany, że nie okazano mu nagrania. Nie będą jednak się odwoływać.

Komentarze